"Królowa"
Z ciemności jednego z korytarzy wyłonił się Rahl, niczym błyskawica, która pojawia się znienacka na ciemnym nieboskłonie, jego chód sprawiał iż jedwabna, czerwona szata unosiła się by zaraz potem odsunąć na boki, krok miał pewny, stanowczy, pomimo iż poruszał się bezszelestnie to można by rzec, że z każdym stawianym krokiem powstaje grzmot, który utrzymuje się przez kilka sekund a echo sprawia iż dociera on do każdej z komnat, niczym ostrzeżenie o tym, że nadchodzi ten, którego trzeba się obawiać, ten przed którym nie zdołasz uciec, gdyż znajdzie Cię wszędzie, nawet w samej otchłani piekielnej do której sam uprzednio Cię wyśle, gdyż posiada władzę nad magią życia jak i śmierci, jeżeli tylko zechce może zejść do świata umarłych, więc nie chciej być Jego wrogiem gdyż dusza Twoja nawet po śmierci nie zazna spokoju, oto czarnoksiężnik, z którym nikt nie może się równać, oto król wszystkiego, oto Rahl Posępny.
Przeszedł korytarz zostawiając za sobą ciągnącą się za nim szatę i kilka zgaszonych świec.
[Tymczasem: w drodze do Pałacu Ludu]
Katherine idąc przy boku żołnierzy Rahla Posępnego, poczuła się bezpiecznie, byli to zbudowani, o wiele wyżsi od niej mężczyźni, którzy nie odezwali się słowem, dopóki ich dowódca Demmin tego nie zażądał. Każdy z nich miał przypięty u boku miecz w czarnej, długiej pochwie, lecz już sam ich ubiór budził przerażenie. Na czarnych szatach, sięgających im równo do kostek, widniało godło ich władcy, lecz nie były to litery a dwie białe czaszki. Reszta odzienia była wykonana z czarnej skóry, nie zabrakło też koloru rozpoznawczego Rahla, czerwonego. Twarze mieli ukryte pod metalowymi hełmami w kształcie wcześniej wspomnianych czaszek. O tym, że są ludźmi przypominała tylko ich budowa, gdyż zachowanie w ogóle tego nie odzwierciedlało. Kobieta kątem oka obserwowała idącego obok niej Demmina, który jako jedyny nie miał na głowie hełmu. Fakt iż tuż za nią wleczona jest jej rodzina, nie dawał spokoju, lecz nie oglądała się za siebie, już nigdy jej nie skrzywdzą i ta myśl dodawała jej otuchy.
- Chciałabym Panu podziękować… gdyby nie Pan, to prawdopodobnie bym już nie żyła… - kobieta spojrzała na dowódcę obdarowując go ciepłym uśmiechem.
- To nie była moja zasługa, tylko Mistrza Rahla, i to Jemu należą się te podziękowania. – odpowiedział z kamienną twarzą nawet nie zerkając na kobietę, wzrok miał skierowany przed siebie. Kobieta usłyszawszy chłodny głos dowódcy postanowiła się więcej nie odzywać. Natłok myśli powiększał się w jej głowie, Rahl zabije całą Jej rodzinę, to prawie pewne, bo na co mieli by mu się przydać? niewolnicy? Zapewne ma ich od groma. Po chwili oczom Katherine ukazał się ogromny pałac, ten sam do którego przybiegła kilka dni temu z jedną ze szkatuł Ordena. Nieznaczne ciarki przeszyły jej ciało, zawahała się, czy powinna tam iść, po tym wszystkim?
- Wiedz, że Rahl nigdy nie spotykał się drugi raz z tą samą kobietą. – oznajmił dowódca, kobieta spojrzała na niego zdziwiona.
- To wielki zaszczyt, że Mistrz chce Cię widzieć ponownie. – odparł dając kobiecie do zrozumienia, że nie może już zawrócić, gdyby to uczyniła to prawdopodobnie straciła by życie. Ruszyła dalej. Zza murów pałacu zaczęły dobiegać krzyki.
- Demmin Nass powrócił! Poślijcie po Mistrza Rahla!
Po chwili brama otworzyła się z charakterystycznym dla niej skrzypnięciem, kobieta uniosła głowę do góry, wydawało jej się, że ów brama była mniejsza kiedy była tu za pierwszym razem.
[W jednej z komnat]
Rahl stał przy kominku, ciepło palącego się ognia ogrzewało jego zimne dłonie, a światło ukazywało przystojne rysy twarzy, był spokojny, skupiony, oczy wpatrzone miał w ogień, który zwęglił kolejny kawałek drewna, uniósł prawą dłoń i koniuszkami dwóch palców subtelnie przetarł swoją dolną wargę.
- Mój Panie! Mój Panie! – dobiegł niski głos tuż zza rogu. Do komnaty wbiegł Egremont. Rahl odwrócił się w jego stronę opuszczając dłoń i mrużąc nieznacznie brwi.
- Już są. Czekają na Ciebie przy bramie. – dodał generał uspokajając oddech. Na tą wieść kąciki ust Rahla błyskawicznie powędrowały ku górze, a jego oczy zabłysły specyficznym blaskiem. Wyszedł z komnaty szybkim krokiem, a Egremont ruszył tuż za nim. Demmin wraz z żołnierzami wykonali ukłon w stronę Rahla, który wyłonił się na dziedzińcu, kobieta była zlękniona. Rahl postąpił kilka kroków do przodu, jego czerwona szata ciągnęła się za nim szurając po ceglanej posadzce, a kruczoczarne włosy nieco falowały w takt stawianych kroków. Rahla i kobietę dzieliło teraz zaledwie kilka cali.
- Długo wyczekiwałem tego spotkania. – rzekł uśmiechnięty, wyciągając ku niej swoją dłoń, był bardzo zadowolony, obiekt jego pożądania znajdował się na wyciągnięcie jego ręki, pożerał Katherine namiętnym wzrokiem, którego nikt nie mógł zlekceważyć. Kobieta chwyciła dłoń władcy bardzo niepewnie, poczuła, że jest nadzwyczaj ciepła a Rahl powitał Katherine składając na jej dłoni delikatny pocałunek. Kobieta milczała, nie przypuszczając, że Rahl potrafi być tak romantyczny.
- Jakże mogłem oszpecić tak piękne dłonie. – dodał melodyjnie spoglądając na brązowe pręgi na nadgarstkach kobiety. Katherine wciąż milczała.
- A więc, to jest Twoja kochająca rodzina. – zironizował Rahl spojrzawszy na dwóch mężczyzn i dwie kobiety, którzy byli trzymani przez jego żołnierzy.
- Tak… - Katherine spuściła wzrok, wstydząc się, że nazywa ich swoją rodziną. Nagle jedna z kobiet zaczęła się wyrywać.
- To nie jest nasza córka…! – krzyknęła. Rahl momentalnie na nią spojrzał, a żołnierze chwycili za miecze wyjmując je szybko z pochew. Katherine odrętwiała słysząc słowa jej matki.
- Mamo... jak możesz tak mówić!
- Ale kiedy to prawda! Nie jesteśmy Twoimi prawdziwymi rodzicami…
- Przestań paplać! – odezwał się nagle starzec, ojciec Katherine, który został postrzelony wcześniej strzałą.
Rahl wsłuchiwał się w rozmowę, badając wzrokiem starca i kobietę. Był niezwykle cierpliwy, w przeciwieństwie do jego prawej ręki, Demmina, który pchnął starca, łapiąc za rękojeść swojego miecza.
- Chyba zapomniałeś w czyjej obecności się znajdujesz! Masz zwracać się do Mistrza Rahla! – krzyknął.
- Demminie. – upomniał go władca posyłając mu swój zdradziecki uśmieszek.
- Panie, racz mi wybaczyć… ale nie mogę znieść takiego postępowania!
- Tato czy to prawda? – spytała nagle Katherine patrząc na leżącego na ziemi mężczyznę, zarazem przyciągając na siebie wszystkie spojrzenia, w tym Rahla.
- Tak… to prawda… - wyjęczał po chwili starzec. Katherine cofnęła się o kilka kroków, jej oczy momentalnie napełniły się łzami.
- Przez tyle lat… - szepnęła kobieta wciąż się cofając. Po jej policzku spłynęła łza. Uśmieszek zniknął z twarzy władcy, można by było sądzić, że Rahl przejął się zaistniałą sytuacją. Lecz czy aby na pewno? To do niego zupełnie niepodobne.
- Podnieście go. – rzucił gniewnie Rahl. Żołnierze chwycili starca, po chwili mężczyzna był już na nogach. Nagle Katherine pobiegła w głąb dziedzińca, nie chciała dłużej tego oglądać. Władca zerknął na biegnącą kobietę, generał Egremont postanowił ruszyć za nią, gdyż nikt nie ma prawa przebywać w pałacu bez pozwolenia Rahla.
- Nie, Egremont, zostań. – rzekł nagle, dowódca zatrzymał się u boku władcy. Po chwili Rahl podszedł do starca na tyle blisko, że ten odchylił twarz w drugą stronę. Pomimo, iż Darken Rahl był posiadaczem dużych, zielonych oczu, to teraz wydawały się czarne, niczym najciemniejsze i najmroczniejsze miejsce na ziemi. Starzec przeraził się ogromnie.
- Boże!...nie!... – próbował zakryć rękoma twarz, tylko aby uniknąć zabójczego spojrzenia Rahla. Żołnierze przytrzymali mężczyznę mocniej zadając mu kilka ciosów w brzuch.
- O tak. – Darken uśmiechnął się cwanie - Zapewne Twój Bóg Cię wysłucha. Zaprowadźcie ich do lochów. – rozkazał przenosząc swój wzrok na żołnierzy, którzy skinęli głowami po czym ruszyli szybkim tempem popychając przed sobą rodzinę.
- Ty także Demminie.
- Jak sobie życzysz. – dowódca ukłonił się nisko.
- Wkrótce porozmawiamy, a tymczasem wiesz co masz robić. – oznajmił mu Rahl, dowódca kiwnął głową, rozumiał już jego gesty bez jakichkolwiek słów. Demmin ruszył z miejsca.
- I niech Mord’ Sith nie zbliża się do rodziny. – odezwał się ponownie Rahl sprawiając, że Demmin natychmiast się zatrzymał. – Chcę, aby byli w pełni świadomi, kiedy do nich przyjdę. – dodał.
- Oczywiście, dopilnuję tego.
Darken nie śpiesząc się podszedł do Katherine, która stała na środku wielkiego dziedzińca, z ukrytą w dłoniach zapłakaną twarzą. Rahl przypatrywał się kobiecie w międzyczasie wydając rozkaz gestem dłoni, aby znajdujący się na placu żołnierze natychmiast opuścili to miejsce, a Ci w ciszy zniknęli za murami. Władca chciał dać kobiecie trochę czasu na przetrawienie informacji, którą przed chwilą otrzymała, postanowił poczekać, aż sama się odezwie, i tak też się stało.
- Jak oni mogli mnie tak oszukać… - rzekła przecierając mokre oczy. Rahl położył dłoń na ramieniu kobiety, nigdy nikomu nie współczuł, nigdy wcześniej nie doświadczył tego uczucia.
- Zresztą, dlaczego ja płaczę?… przecież kilka godzin wcześniej chcieli mnie zabić… - uniosła wzrok na Rahla – Ja.. chciałabym Ci bardzo podziękować, dzięki Tobie żyję… - oczy kobiety były pełne wdzięczności.
Rahl uśmiechnął się nieco, przymknął oko na to, że kobieta mu na Ty, że nie używa odpowiednich dla jego posady zwrotów.
- Jak już wspomniałem wcześniej, bardzo mnie uszczęśliwiłaś, nie mógł bym teraz pozwolić aby stała Ci się jakakolwiek krzywda, Katherine. – władca uśmiechnął się do kobiety nadzwyczaj ciepło, wywarło to na niej miłe wrażenie.
- Będę Ci wdzięczna do końca życia… lecz muszę udać się do wioski, znaleźć dach nad głową… - opuściła głowę.
- O nie, nie. – Rahl chwycił jej podbródek. - Kazałem przygotować dla Ciebie, jedną z moich komnat.
- Ja… ale ja… nie mogę… to … - jąkała się nie wierząc w jego słowa.
- Ależ oczywiście, że możesz. – Rahl wciąż się uśmiechał.
- Przecież Ty jesteś wielkim władcą, królem!… a ja? Jestem nikim… nie mogę tu zostać… - spojrzała na Rahla ze smutnym wyrazem twarzy.
- Być może teraz jesteś nikim. – potwierdził Rahl - lecz nie potrwa to długo, gdyż oczekuję, że zostaniesz moją żoną, a co za tym idzie królową. - chwycił jej dłoń, uśmiechając się przy tym zdradziecko.
Spisano... 24.09.2009by JungletrainOne
9 poddanych oddało pokłon Mistrzowi.